O autorze
Od 16 lat prowadzę agencję modelek GAGAMODELS o niepodważalnej renomie na świecie. Spełniona w 100% zawodowo i prywatnie.
Szczęśliwa.
Od zawsze zakochana w swojej pracy, dobrej fotografii i francuskim kinie. Nie wyobrażam sobie życia bez włoskiej kuchni i espresso machiato . Lubię biel, szarość, fiolet i fuksję. Kolory podobno pokazują jakimi jesteśmy ludźmi. Cenię inteligencję. I znakomite poczucie humoru.
Pracując z bardzo młodymi ludźmi uczę się pokory. To pozwala mi zachować dystans do siebie, ludzi i swojej pracy. Jestem dobrym agentem. Ludzkim.

Zatracenie siebie i miłość do nart.

Dzisiaj uświadomiłam sobie, że na moment zatraciłam się w idiotycznym myśleniu o tym, że COŚ POWINNAM. Że taki portal jak "na:temat" zobowiązuje. A co za tym poszło... przestałam pisać.

Co za zwariowany miesiąc. Tysiąc planów na minutę. Codziennie nowe sprawy i nowe wyzwania. Brakuje mi pisania. Zawsze kiedy o tym pomyślę jestem na siebie zła. Kiedy zaczynałam prowadzić swojego bloga, bardzo prywatnego, nie zastanawiałam się nad tym o czym powinniam pisać i co napisać. Po prostu pisałam.
Dzisiaj uświadomiłam sobie, że na moment zatraciłam się w idiotycznym myśleniu o tym, że COŚ POWINNAM. Że taki portal jak "na:temat" zobowiązuje. A co za tym poszło... przestałam pisać.
Do tej pory siadałam i pisałam od serca. Dzisiaj tego nie robię i... jestem o to na siebie zła. Jeśli mam pisać coś z przysłowiowym sensem i zbyt długo się nad tym zastanawiać to stracę siebie. Może po prostu wrócę do pisania o codzienności, bez zastanawiania się nad tym czy wypada się otwierać ?
Tak zrobię. Brakuje mi pisania o pięknie, które mnie otacza i zwykłości dnia codziennego. O mojej córeczce czy pracy. O Toskanii. Tak, to świetny pomysł, wrócę do pisania o niczym i wszystkim co w głownie mi siedzi.

Pani Martyno, dzięki za kopniaka :)

Nie dosyć, że miesiąc zwariowany i tyle mam Wam do opowiadania, to jeszcze teraz świat na moment wywrócił nam się do góry nogami. Na szczęście w tym pozytywnym znaczeniu. JEDZIEMY NA NARTY!!!!!!!!
Tak tak kochani, jutro z rana! Torba spakowana, narty już w samochodzie. Emocje w sercu - bezcenne! Nie mogę zasnąć, więc piszę, troszeczkę.

Wrzucę Wam do poczytania moje wspomnienia.. z ukochanych włoch. Styczeń 2010!
Zapraszam, przyjemności w czytaniu!



... myślę, że jakby ktoś z Was kiedyś miał jakieś wątpliwości, że narciarstwo jest piękne i można czerpać z niego wiele uciechy koniecznie musi stanąć PO SŁONECZNEJ STRONIE STOKÓW.
Równo rok temu, dzięki sprzyjającym okolicznościom w moim życiu postawiłam swoje nogi na narciarskich stokach w Solden - Austria.
Robiąc postanowienia noworoczne, założyłam jako jedno z postanowień: nauczyć się jazdy na nartach bo jakoś nie było w życiu okazji. Aczkolwiek sport - nawet ten ekstremalny jak chociażby rajdowa jazda samochodem nie był mi obcy. Od zawsze w moim życiu był i to się pewnie nigdy nie zmieni.
Poznałam wtedy Michała, któremu poniekąd zawdzięczam "szybkie" wprowadzenie postanowienia noworocznego w życie. Dostałam od niego w prezencie pod choinkę kurs narciarski, na poznańskiej Malcie. Wprowadziłam go natychmiast w życie, biorąc lekcje "tylko" albo "aż" przez tydzień. Zaraz potem Łukasz zabrał mnie do Solden, gdzie schodząc z pierwszego wyciągu popłakałam się z przerażenia. PŁAKAŁAM JAK DZIECKO bojąc się stanąć na nartach, w dodatku na niebieskiej trasie!
Potem było już tylko lepiej.
Aczkolwiek kiedy przypomnę sobie śnieżycę + mgłę zjeżdżając z najwyższego lodowca, gdzie w panice ludzie krzyczeli - mogłabym się zastanowić "gdzie tu FAN z narciarstwa ". Dane nam wtedy było zasmakować tylko jednego dnia wypełnionego słońcem, błękitnego nieba, i idealnie gładkich tras...
I takie narciarstwo znałam do dzisiaj.
Trudne trasy, muldy, śnieżyce. ale rzecz jasna i tak je pokochałam.
Tymczasem BELLA ITALIA okazała się być... stworzona do tego sportu. Opalone twarze włochów widziane na każdym kroku dawały nam powody do zastanowienia już podczas kolacji w hotelu.



Wstaliśmy bardzo wcześnie, chociaż luksusem tym razem okazuje się umiejscowienie naszego hotelu - dokładnie na stacjach kolejki !!! co oznacza, że właściwie wychodzimy w nartach... prawie, że z pokoju!
Ruszyliśmy....
Łukaszek jak zwykle, pełen optymizmu wywiózł nas.... na drugą stronę gór, gdzie w pełnym słońcu kąpaliśmy się na stokach. Boże !!!!! co za widoki, śnieg wszędzie, góry wszędzie! Idealnie przygotowane głaciutkie trasy, po prostu CUDOWNIE !!!!
Zakochałam się w tym wszystkim od pierwszego wejrzenia. A śmiganie na granicy umiejętności, tutaj po prostu nie istnieje. NARTY SAME CIĘ NIOSĄ, kilometrami nartostrad.... i te puste stoki o poranku.



Wymarzony klimat dla każdego. W swej zarozumiałości powiem, że trasy są tak banalnie łatwe... że aż to niemożliwe... czarne trasy tutaj są łatwiejsze niż niektóre czerwone w Solden.
Po prostu wreszcie w życiu mojego młodego narciarstwa poczułam prędkość zapierającą dech w piersiach.
Dzięki Łukaszowi, który po prostu jest "nieobliczalny" i jeździ aż padnie zjechaliśmy w jeden dzień wszystkie trasy Madonna Di Campglio i Marillevy. Kończąc wczesnym popołudniem pod samą recepcję hotelu :)



Ponieważ kładziemy się jak małe dzieci o 21.00, a rano już nas nosi :) Pierwsi na śniadaniu i jedni z pierwszych na stoku :) wczesnym porankiem, kiedy wsiadaliśmy do pustej gondoli naszym oczom ukazała się dolina, całkowicie spowita mgłą. Przecudna. Nawet zrobiliśmy zdjęcie, cobyście mogli chociaż przez maleńką chwilę poczuć jej niesamowitość. Trasy świeciły pustkami, niektóre wyciągi wręcz ruszały właściwie z nami.
Ujęła nas CAŁKOWITA cisza. Jakby tylko Bóg wstał o poranku z nami :))) - kimkolwiek ON jest, musi kochać góry i narciarzy!



Słońce próbowało przebić się przez chmury, bezskutecznie... ale podążaliśmy za nim, przesuwając się ponowanie jak wczoraj na drugą stronę stoków, do przepięknej Madonny.
Przez dobre dwie godziny, na stokach pojawiali się ludzie w ilości tak nieznaczącej, że człowiek miał wrażenie iż stoki czekają tylko na niego. Wielkie białe sztruksowe, świeżutko wyratrakowane pasy - jaką cudną dawały nam przewagę nad śpiącymi.



Szybkość nie boi się sztruksowego stoku, narty płyną same. Aż zapomina się momentami o pokorze, i czując mroźny wiatr na twarzy, podajesz się temu co jest wokoło.
Niesamowite uczucie, bycia tam gdzie być się powinno - kiedy się tak bardzo kocha życie :)
Tak wielka ilość powietrza, zapierającego dech w piersiach sprawia, że uśmiechasz się sam do siebie, myśląc " jestem szczęśliwa" i to wystarczy by poczuć się dobrze z samym sobą.
Trasy nie sprawiają żadnego wysiłku, nie musisz skupiać się na "walce o przetrwanie" - jedyne co musisz zrobić to uśmiechnąć się, patrząc na przecudne ośnieżone góry, gdzieś tam nad Tobą.




To naprawdę jeden z cudów świata, móc to poczuć :)
Trwa ładowanie komentarzy...