Kiedy narciarz spotyka się ze słońcem cieszy się ot tak i nic więcej mu nie potrzeba!

Tak kochani, narty to niesamowity sport. Pozwala oddychać. Powietrzem jakiego nie ma nigdzie na ziemi. Czujesz to kiedy tam jesteś. Czujesz Boga kimkolwiek dla Ciebie jest. I cieszysz się ot tak. Z powodu słońca.

Dzisiejszy poranek nie był dla nas łaskawy. Jak zwykle pierwsi przy kolejce na wyciąg. Pełni optymizmu i wiary w pogodę. Niestety. Lodowiec przywitał nas mgłą i lekką śnieżycą. Pierwszy zjazd jest zawsze cudny, nawet jeśli warunki są do niczego, ale przy kolejnym błędnik szaleje :( Zjeżdżasz w dół i zastanawiasz się gdzie jest granica Twoich umiejętności a gdzie fart żeby nie połamać nóg. Robi się nieprzyjemnie. Bo świadomość nie pozwala Ci na relaksowanie się na stoku.
Kiedy narciarstwo zaczyna wyglądać jak walka, rezygnujesz, dla samego siebie. Zrezygnowany schodzisz do knajpy na miejscowe specjały i czekoladę na gorąco. Cala knajpa pełna ludzi, wszyscy tak samo zrezygnowani. Mgła na stoku i śnieżyca nie jest niczym przyjemnym.
Pamiętam swój pierwszy raz na nartach, to było w Solden, też Austria. Miałam umiejętności tygodniowego śmigania po poznańskiej Malcie. W sumie trudno to nazwać umiejętnościami. Przerażało mnie wszystko. Nawet niebieska trasa na którą patrzyłam z wagonika kolejki.
Ale potem było już całkiem dobrze. Oswajałam się w górami. Aż kolejnego dnia... pogoda zmieniła się drastycznie na samym szczycie lodowca. Nie było już jak wrócić. Jedynym wyjściem było zjechanie w dół. Problem w tym, że moje poniekąd zerowe umiejętności musiały wystarczyć na zderzenie z mgłą tak gęstą, że nie widać było końca kijka.
Mogłam się rozpłakać. Albo zaryzykować i spiąć się w sobie. Wspominamy to z mężem do dzisiaj. Istne szaleństwo. Wystarczyłoby przecież zgubić nartę... Nie wspominając o tym, że nie widać było w ogóle trasy ani tyczek wskazujących drogę. Pamiętam jak dzisiaj krzyki na stoku zagubionych ludzi. Okropne uczucie. Zajechaliśmy bezpiecznie, chociaż do dzisiejszego dnia nie wiem jakim cudem.
Ale jedno się zmieniło. Puściły wszystkie hamulce. Zero strachu, mimo życiowej pokory. Żadna góra już nie straszyła i nie straszy do dziś. Następnego dnia upajaliśmy się czarną FIS-owską trasą z dziką satysfakcją.
Ale wracając do dzisiaj, w którymś momencie zobaczyliśmy promienie słońca. Lekkie, w oddali. Zerwaliśmy się na równe nogi. Nim gondola wjechała na szczyt lodowca, słońce zaszczyciło nas swoją obecnością!!!





Tak! to najwspanialsza rzecz jaka może przytrafić się narciarzowi. No chyba, że jeździ w Polsce, i musi martwić się o np: śnieg albo kolejki do wyciągów :)
Ale tutaj w wysokich górach, na lodowcach narciarz marzy o jednym: o SŁOŃCU!
To był najwspanialszy moment dnia. Zobaczyć trasę jaką się zjeżdża, zobaczyć śnieg pod stopami ( nartami ) i poczuć tę radość.





Tak kochani, narty to niesamowity sport. Pozwala oddychać. Powietrzem jakiego nie ma nigdzie na ziemi. Czujesz to kiedy tam jesteś. Czujesz Boga kimkolwiek dla Ciebie jest. I cieszysz się ot tak. Z powodu słońca.
Jeszcze tylko sztruksik z ratraka i jesteś w raju... !
Poczujcie to, kochani!



Trwa ładowanie komentarzy...