Dobrych świąt kochani. Zawsze już. Nie ważne, że właśnie minęły. Zostają we mnie. Mam nadzieję, że w Was także.

Kiedy z czystym sumieniem zadasz sobie pytanie czym święta są dla Ciebie pojawia się wiele odpowiedzi, których świadomość boli. Pewnie jeśli rozejrzysz się wokół siebie znajdziesz wielu którzy wręcz wykazują do nich niechęć, nie lubią świąt, po prostu.

Od dłuższego czasu tak wiele się dzieje, że mimo szczerych chęci nie udało mi się usiąść i napisać chociażby paru słów na moim blogu. Zapał nie minął. Ani na sekundę. Końcówka roku okazała się jednak uciążliwa z wielu powodów.
Niespodziewany wypad na narty rozciągnął moje obowiązki na parę dni dłużej. Ale oczywiście nie żałuję tego wypadu. Emocje związane z szusowaniem po stokach zajmują wyjątkowe miejsce w moim sercu. Wyjazd skróciliśmy z dość zaskakującego powodu, ale jakże uroczego dla mnie, matki. Kiedy w dzień urodzin mojego męża zapytałam go jaki chciałby dostać prezent nie wahał się ani przez moment.
- chciałbym przytulić naszą córeczkę.
I wszystko się zmieniło. Zaczarowaliśmy ten moment. Nieświadomie? Śnieżyca na stoku okazała się być na tyle duża by jednoznacznie stwierdzić, że na nas już czas. Zjechaliśmy raz. I z uśmiechem na twarzy opuściliśmy stok. Nie musieliśmy nic sobie tłumaczyć. Spakowaliśy się w 15 minut i wsiedliśmy do auta. W drogę do przytulenia Nadii. Dużo rozmyślalam po drodze o tym zdarzeniu. Jak wielu ojców stać na tak wielką tesknotę za córką. Takie myśli ukajają. Robi się ciepło na sercu. Po prostu.
Te właśnie uczucia kierują mną dzisiaj. Poświątecznie. Zawsze kiedy siadam do spisania życzeń świątecznych dla moich bliskich, dla tych z którymi nie będzie dane mi spotkać się osobiście skupiam myśli na czymś ważnym. Na wartościach. I tak było także w tym roku. Kiedy zaczęłam je pisać wróciły nieoczekiwanie wspomnienia z dzieciństwa. Fragmenty. Te które wryły się w pamięć. Nie zawsze dobre, nie zawsze pełne szczęścia czy czegoś po prostu miłego. Jakby automatycznie poszukuję w głowie mianownika. Czego oczekujemy od świąt, co nam dają a czego nie. Czy powinniśmy przywiązywać do nich wagę a jeśli tak, to jak wielką. Przecież codzienność, problemy wszelakie potrafią zabić ich urok. I zabijają. Nie raz. Niestety. Kiedy z czystym sumieniem zadasz sobie pytanie czym święta są dla Ciebie pojawia się wiele odpowiedzi, których świadomość boli. Pewnie jeśli rozejrzysz się wokół siebie znajdziesz wielu którzy wręcz wykazują do nich niechęć, nie lubią świąt, po prostu. Z różnych powodów. Wyjeżdżają za granicę spędzić czas w dobrej resturacji. Zamykają się sami w domu. Kupują prezenty na ostatnią chwilę i często bo wypada, a nie bo po prostu tego chcą. Spotykają się z dawno niewdzianą rodziną, której nawet nie lubią. Mnóstwo scenariuszy się powtarza. Tylko dlaczego ?
I wtedy tylko kiedy to odrzucisz znajdziesz coś co cieszy tylko Ciebie. Potrafisz jeśli tylko chcesz znaleźć element układanki. Dla którego te święta potrafią być wyjątkowe. Ja taki mam. Znajdźcie go w sobie. To świetne uczucie kiedy uśmiechasz się do wspomnień. Kiedy byłam małym dzieckiem zakradałam się do pokoju rodziców – gdzie na maszynie do szycia stała dumnie choinka. Obrzydliwa. Z tworzywa, coś jakby folia w ciemno zielonym kolorze. Ale miała w sobie coś wyjątkowego. Kiedy zapalały się na niej lampki wszystko w koło stawało się PIĘKNE. I nie liczyło się nic. Mogłam w nią patrzeć godzinami czerpiąc radość właściwe z niczego. Robiłam to latami. Kiedy byłam nastolataką i odbierałam święta jako przymus siedzenia przy stole nie cieszyło mnie nic. Nawet prezenty pod choinką. Bo przecież z reguły są / były nietrafione. Stosunek do rodziny w fazie młodzieżowego buntu też stał pod znakiem zapytania. Ale to jedno jedyne się nie zmieniało. Lampki na choince. I radość. Ta sama przez wszystkie lata.
Przyznaję jednak, że dorosłość zabrała to gdzieś ze sobą i schowała głeboko... Zapomniałam o moich lampkach na choince. Niestety.
Ale dobre rzeczy wracają. Niespodziewanie.

Nasza córeczka ma już prawie dwa latka. Wiedziałam, że to będą dla niej i dla nas wyjątkowe święta. Ale nie spodziewałam się łez ze szczęścia. Czyżbym robiła się ckliwa po czterdziestce ? Tak kochani, święta są dla dzieci. I ta naprawdę tylko one potrafią wzbudzić tyle emocji. Żaden prezent nie jest w stanie tak zawładnąć umysłem czy sercem jak radość dziecka.



Przyjechała choinka. Związana siatką. Rozmawialiśmy z naszą córeczką o niej cały tydzień, wiec ten moment jakby z automatu był wyjątkowy. Całe zamieszanie wynikłe z tego faktu zajmowało dużo czasu. Emocje u dziecka rosną w zaskakującym tempie. Wszystko było ważne.
- kochanie co będziemy wieszać na choince ?
- bombki
- co jeszcze ?
- lampki
- a na czubku co dziadek powiesi ?
- gwiazdkę
- a co będzie pod choinką ?
- pić
Tak, dzieci są wyjątkowo mądre. Choinkę należało podlać, żeby mogła z nami zostać jak najdłużej. Należało jej więc.... DAĆ PIĆ. Dzieci myślą prosto. I to jest wspaniałe.
Kiedy Nadia powiesiła pierwszą bombkę na choince poleciały mi łzy. Radości. Nie stało się niby nic szczególnego, ale łza spłynęła mi po policzku ot tak. To naprawdę było najpiękniejsze ubieranie choinki w moim życiu. Pełne miłości dziecka. Bezcenne.



I kiedy już zasnęła usiadłam na podłodze przy zapalonych lampkach i uśmiechałam się do swoich myśli tak bardzo, że pewnie anioły musiały mnie słyszeć.
Tej nocy, jak i kilku następnych Nadia wypowiadała to magiczne słowo przez sen. CHOINKA.



Tak kochani, znajdźcie w sobie jakiś symbol świąt i pamiętajcie by go nie zgubić przez lata. To spowoduje, że nawet w trudnym momencie Waszego życia będziecie mogli sie uśmiechnąć do siebie i swoich wspomnień. Jak ja teraz.
Dobrych świąt kochani. Zawsze już. Nie ważne, że właśnie minęły. Zostają we mnie. Mam nadzieję, że w Was także.
Trwa ładowanie komentarzy...